Spowiedź z mojej diety

Od około dwóch tygodni staram się zapisywać (mniej lub bardziej dokładnie) to, co jem. Są to orientacyjne ilości, ponieważ nie posiadam w domu wagi kuchennej (coraz bardziej kusi mnie jej zakup, tym bardziej, że widziałam egzemplarze w przyzwoitych cenach), jednak to, co zaobserwowałam, zaczęło mnie mocno niepokoić.
Wracając jednak do początku – zaczęłam uważniej przyglądać się mojej diecie z myślą o wakacjach i redukcji, jaką chciałabym przeprowadzić, by prezentować się w bikini wręcz powalająco. Redukcja, jak to poważnie brzmi... I jakie to modne od pewnego czasu słowo, prawda? Chyba średnio za nim przepadam. W moich myślach zamiast niego pojawia się spalenie tłuszczyku, co nadaje całej sprawie bardziej przyziemnego charakteru – tak w sam raz dla człowieka, który sport uprawia dla przyjemności i nieszczególnie zależy mu na tym, by popadać w cały ten obłęd związany z byciem fit.
W tym momencie możecie sobie pewnie pomyśleć, że niezła ze mnie hipokrytka. W końcu sama prowadzę bloga o takiej, a nie innej tematyce, a to chyba do czegoś zobowiązuje, prawda? Cóż, moja fit droga nigdy nie należała do tych prostych i przyjemnych. Jest za to raczej wyboista i pełna ostrych zakrętów, a przy tym nieustannie prowadzi pod górkę. A ja tylko opowiadam Wam o tej drodze, nie czując się ani kompetentną, ani na siłach, by udzielać Wam światłych rad. Chętnie za to uczę się od Was, moi drodzy czytelnicy, którzy posiadacie swoje własne blogi. I to chyba nic dziwnego w tym, że jako kobieta marzę o ponętnym, jędrnym ciele? Oczywiście nie dążę do niego po trupach, ponieważ mam swój rozum i nieskromnie przyznam, że zdecydowanie bliżej mi do osób, które są inteligentne i potrafią dokonywać rozsądnych osądów. Do czego zmierzam? W końcu zaczęłam od posądzania mnie o bycie hipokrytką, prawda? Wydaje mi się jednak, że każdy z Was, moich czytelników, jest w stanie dostrzec tą cienką granicę, która powstała teraz w fit świecie. Granicę, gdzie po jej jednej stronie robi się coś od siebie, dla siebie, a po drugiej stronie dla lajków bądź komentarzy, ślepo podążając za modą i chcąc być nieustannie lepszym od wszystkich wokół. Dlatego ja wolę spalać tłuszczyk niż się redukować, ponieważ jestem tylko zwyczajną, młodą kobietą. 

Po tym przydługim wstępnie wypadałoby wreszcie przejść do konkretów. W końcu ma być to spowiedź z mojej diety, a ja jak do tej pory piszę o czymś zupełnie innym. Może dlatego, że taka spowiedź to nie takie znowu małe wyzwanie? Nikt z nas nie lubi przyznawać się do błędów i nawet jeśli to robimy, nie wstydząc się tego, to raczej też nie towarzyszy temu uczucie euforii. A ja popełniam ostatnio naprawdę wiele błędów w kwestii mojej diety. 

Zacznę może od tej najmniej przyjemnej rzeczy, której się wstydzę i aż boję się, co sobie o mnie pomyślicie. Przecież nie tak dawno temu chwaliłam się, że doskonale poradziłam sobie z moim słodkim problemem. Tak, niestety właśnie o słodyczach tutaj mowa. I co najbardziej mnie dziwi, nie zaatakowały one przed obroną, gdzie teoretycznie powinnam zajadać stres. Nie, nic z tych rzeczy. Dopiero kiedy w pełni poczułam, że mam wolne, że mogę odpocząć, mój odwieczny wróg przypuścił skuteczny atak. Walczę z nim tak do dzisiaj, jednego dnia wygrywając, drugiego ponosząc sromotną klęskę. Już wiem, że myślę o słodyczach z nudów, ponieważ teraz mam nadzwyczaj dużo wolnego czasu, który pożytkuję na treningi oraz nadrabianie zaległości w czytaniu. Co z tego jednak, jeśli będę regularnie ćwiczyć, a słodycze wciąż będą mi towarzyszyć? Muszę nad tym zapanować, póki jest jeszcze czas. Póki nie popadnę z powrotem w to błędne koło, z którego udało mi się wyrwać jakiś czas temu. Tak naprawdę boję się, że mogę wrócić do tego, co było jeszcze przed moim detoksem od słodyczy, czyli dzień bez słodyczy to dzień stracony.

Drugi problem stanowi rozkład makroskładników. Po dwutygodniowej obserwacji już wiedziałam, czemu moje ciało nie wygląda do końca tak, jakbym chciała oraz dlaczego czasem brak mi siły na treningu, by z kolei po nim mieć problemy z regeneracją. Zaobserwowałam bowiem, że w mojej diecie przeważają węglowodany i tłuszcze, białko natomiast występuje w znikomej ilości. Pisałam Wam już kiedyś o tym w tych dwóch postach: Alternatywne źródła białka – wstęp teoretycznyAlternatywne źródła białka – odrobina praktyki. Mimo że staram się pilnować i częściej sięgać po produkty zawierające białko, jest źle.

Żeby nie być gołosłownym, chciałabym Wam przedstawić screeny z strony potreningu.pl, gdzie zapisywałam wszystko, co jadłam w ciągu dnia. Już na wstępie proszę Was, byście się nie przerazili :) Muszę wyjaśnić, że jak do tej pory moja dieta nie opierała się na konkretnym rozkładzie makroskładników oraz określonej kaloryczności – starałam się jedynie jeść zdrowo i świadomie. Stąd wygląda to tak, jak wygląda, zobaczcie sami:


Co rzuca się w oczy?

Po pierwsze – zatrważająco mała ilość białka oraz bardzo dużo węglowodanów. Teraz widzicie już, o czym mówiłam, prawda? Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy, kiedy jednak zaczęłam wszystko zapisywać, byłam naprawdę w ciężkim szoku. Od razu stało się dla mnie jasnym, dlaczego pomimo regularnych ćwiczeń efekty pojawiają się u mnie tak powoli. Dlaczego tak właściwie od dłuższego czasu stoję w miejscu.
Po drugie – duży rozrzut w ilości spożywanych kalorii. Przeważnie oscylowałam koło 1700 kcal, jednak zdarzały się dni, kiedy potrafiłam zjeść bardzo dużo lub wręcz przeciwnie, jadłam zdecydowanie za mało. Chcąc zrzucić nieco tłuszczyku, nie będę mogła sobie pozwolić na tak duże wahania i jedzenie według własnego widzimisię.

Podsumowanie oraz wnioski

Jak już wspominałam, starałam się jeść po prostu zdrowo i nie liczyłam przy tym rozkładu makroskładników oraz ilości spożywanych kalorii. Zaczęłam obserwować moją dietę z myślą o poprawie wyglądu sylwetki na zbliżające się wakacje. To, co zaobserwowałam mocno mną wstrząsnęło. Okazało się, że w moim przypadku starania, aby zdrowo się odżywiać nie są wystarczające. Sami możecie zobaczyć, że dieta ta nie wygląda wzorowo, a ze względu na ilość spożywanych węglowodanów pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest tragicznie. Oczywiście chcę to zmienić. W przeciągu ostatnich dni nie prowadziłam dziennika żywieniowego, chcąc dać sobie czas na przemyślenie sprawy oraz odsapnięcie od tego, co zobaczyłam. Co zamierzam zrobić? Przede wszystkim zacznę od wyliczenia mojego zapotrzebowania kalorycznego i jeszcze przez jakiś czas nie będę obcinać kalorii, chcąc nauczyć się jeść prawidłowo zgodnie z podstawowym zapotrzebowaniem. Następnie zajmę się odpowiednim rozkładem makroskładników, by wyrównać zaburzone pomiędzy nimi proporcje. Nie twierdzę przy tym, że moja dieta od razu zacznie wyglądać wzorowo. Zakładam, że minie trochę czasu, nim nauczę się wszystko to robić prawidłowo oraz komponować posiłki tak, by dzienny jadłospis spełniał założenia. Jeśli sama tego nie zrobię, nikt inny się za to za mnie nie zabierze. Muszę się tego nauczyć, muszę to zrozumieć. Przede mną trudne zadanie, jednak cieszę się na myśl, że będę mogła nad tym pracować.

Wygląda na to, że to już koniec spowiedzi. Przyznam, że nieco boje się osądu. Jak to, fit blogerka, a tak marnie je?! Cóż, jak już wspominałam w tym poście, to moja fit droga i momentami jest bardzo wyboista :) Tak jak teraz. Trzeba przejechać przez te wyboje i wypatrywać bardziej stabilnego gruntu :)

Co o tym wszystkim sądzicie? Liczę na Wasze rady, w końcu wiele się od Was uczę. A jak tam się ma Wasza dieta? Notujecie wszystko skrupulatnie czy może stawiacie na wyczucie? A może sami mieliście kiedyś podobne problemy?

41 komentarzy:

  1. Powiem Ci szczerze, że słodycze są i moją zmorą, niby wszystko ok, ale czasem jak mam gorszy dzień to ochota na słodkie powraca ze zdwojoną siłą... Najgorsze jest to, że jak zjem to mam wyrzuty sumienia, a jak nie zjem to też nie czuję się wcale lepiej. Więc rozumiem Twój ból.
    A co do diety, to masz rację bardzo duża ilość węglowodanów i mało białka!!! A ponadto kaloryka wahała się z dnia na dzień. 1 400 kcal!!!?? Ja bym padła z głodu :P Najlepiej jeśli codziennie będziesz dostarczać kcal w podobnych ilościach :)
    Trzymam za Ciebie kciuki, bo najważniejsze żeby się wspierać :) Redukcja nie jest łatwa, w tym roku mi też słabo idzie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od słodyczy prawdopodobnie musiałabym odciąć się raz na zawsze. Sięganie po nie sporadycznie jakoś się u mnie nie sprawdza. Jak już raz pozwolę sobie na coś słodkiego, to później za każdym razem jest mi łatwiej sięgnąć po czekoladę czy batonika.
      A wiesz, że ja wtedy głodna nie byłam? :D Nie pamiętam już dokładnie, ale wydaje mi się, że te 1400 kcal mogło przypaść na dzień, w którym mało co robiłam. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę z tego, że to nie powinno tak wyglądać, inaczej nie pisałabym tego posta :) Uznałam, że taka spowiedź dobrze mi zrobi i zmobilizuje mnie do działania. Przede wszystkim sama byłam zaskoczona tym, co zobaczyłam - byłam święcie przekonana, że jest lepiej.
      Nie dziękuję za trzymanie kciuków, żeby nie zapeszyć! :)

      Usuń
  2. Słodycze to również moja piętna achillesowa.. Ja jak dotąd starałam się jeść po prostu poniżej jakiegoś limitu kalorii i do głowy mi nie przyszło, żeby zastanawiać się nad tym, czy jem węglowodany czy tłuszcze. To chyba był ogromny błąd! Muszę to zmienić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co widzę, mimo wszystko dużo osób ma problem ze słodyczami. Chyba tylko już tacy typowi fit zapaleńcy są odporni na urok słodyczy ;)
      Zaleca się różny rozkład makroskładników w zależności od celów, jakie chce się osiągnąć, jednak w moim przypadku nawet bez konkretnych celów coś jest ewidentnie nie tak. Za dużo węglowodanów, za mało białka. Czasem więc dobrze jest poobserwować swoją dietę by dostrzec coś, na co wcześniej w ogóle nie zwracało się uwagi :)

      Usuń
  3. Mam wagę, ale trochę starodawną i też przydałoby mi się kupić coś lepszego i nowszego. Dobrze, że tak szczerze i bez jakiegoś sztucznego kreowania idealnej drogi do szczupłej sylwetki pokazujesz swoje doświadczenia. Określenie spalać tłuszczyk bardzo mi się podoba :)
    Co do słodyczy, to świetnie Cię rozumiem ! W czasie sesji pofolgowałam sobie trochę i kiedy sesja się skończyła odruchowo chciałam sięgać po coś słodkiego. Powiedziałam sobie : Emi, weź się w garść, przecież nie chcesz mieć oponki na brzuchu, zaprzepaścić dotychczasowych treningów i po prostu jeść niezdrowo. Na szczęście zdołałam się opamiętać i zrobiłam sobie dodatkowe postanowienia. Dotarło do mnie, że wszystko zależy ode mnie i że słodkie przekąski to nie jest konieczność w mojej diecie.
    Jeżeli chodzi o ilość białka w Twojej diecie, to według mnie jest ok., bo z najnowszych badań wynika, że powinno ono stanowić właśnie ok. 15% dobowego zapotrzebowania energetycznego (ok.40-50 gram). Chyba że nie jest to białko pełnowartościowe ? Ale skoro dużo ćwiczysz, to może rzeczywiście potrzebujesz znacznie więcej białka :)
    Osobiście teraz wracam do równowagi po okresie sesyjnym, kiedy pofolgowałam sobie ze słodkim. Teraz stawiam na różnorodność, umiar, zdrowe składniki, dużo warzyw i owoców i wracam do treningów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widząc tak długi komentarz początkowo pomyślałam sobie "oho, będzie opiernicz!" ^^
      Bardzo zaciekawiłaś mnie wzmianką o tych badaniach. Przyznam szczerze, że pierwsze słyszę. Z tych informacji, które ja posiadam wynika, że należy spożywać około 1,5-2 g białka na kilogram masy ciała. W tym względzie dużo jednak zależy od celów treningowych. A że oglądam kanały na YouTube lub czytam blogi osób, które przeważnie ćwiczą siłowo, to też takie posiadam informacje. Może te zalecenia dotyczą osób, które nie skupiają się aż tak na aktywności fizycznej? Chętnie dowiem się więcej i byłabym wdzięczna, gdybyś podesłała mi jakieś źródło do tych badań, żebym mogła się z nimi zapoznać :)
      Jeśli chodzi o słodycze, również powtarzam sobie, że to zachcianka rozkapryszonego umysłu a nie ciała. A przy okazji wizualizuje sobie piękny, płaski brzuch, jaki chciałabym mieć. W wizji tej jest on również opalony, więc z utęsknieniem czekam na lato ^^

      Usuń
    2. No co Ty, nie zamierzam na nikogo "nakrzyczeć" :D
      Ja z kolei wyczytałam, że 0,75-0,8 g białka, ale tak jak piszesz to zdecydowanie musi zależeć od aktywności fizycznej i rodzajów treningów, więc absolutnie się z Tobą zgadzam.
      http://www.izz.waw.pl/pl/eufic?id=108 - na tej stronie myślę są dość wiarygodne informacje i najpierw jest napisane o normalnym spożyciu białka, a na końcu, że "Sportowcy w celu osiągnięcia przyrostu mięśniowego spożywają większą ilość białka. Przeciętne spożycie białka przez osoby uprawiające sport wynosi ok. 1,4 g na 1 kg m. c. dziennie."
      Wizja pięknego ciała bardzo pomaga :)

      Usuń
    3. Czyli z tego, co napisałaś, wszystko by się zgadzało :) Jak do tej pory po prostu operowałam ilościami białka dla sportowców. Chocomonster doradziła mi też, by zbytnio z tą ilością białka nie szaleć i najpierw zobaczyć, jak się będę czuła w miarę zwiększania jego ilości. Oj, coś mi się wydaje, że przede mną ciekawa droga pełna eksperymentów :)

      Usuń
  4. Też koniecznie będę robić sobie takie zapiski po ciąży, super sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zapiski na pewno pomagają dostrzec błędy, o których istnieniu do tej pory nie miało się pojęcia :)

      Usuń
  5. Wierz mi, że sama zmagam się teraz z baaardzo słabą dietą i jakoś nie chce pójść za Chiny :( co do btw, nie panikowałabym i ostrożnie eksperymentowała. Ja akurat nie jestem zwolennikiem ogromnej ilości białka w diecie, sama celuję teraz w około 95 g co patrząc na innych fit bloggerów i tak jest niewielką ilością :P sprawdzaj jak się czujesz, bo mi na wysokim białku nie jest najlepiej :) trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobrą radę, będę uważała z tym białkiem :) Wiem, że kiedy starałam się jeść go więcej, od razu ćwiczyło mi się lepiej na treningach, siła rosła i z zakwasami nie było tak dużego problemu. A wtedy i tak nie były to jakieś jego duże ilości. Zobaczymy, jak mi pójdzie to kombinowanie z dietą kiedy zacznie się semestr ;)

      Usuń
  6. ja koleżanko od poniedziałku jestem na diecie czekoladowej... przez pms...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie dobrze, że nie wiem, co to PMS :) Inaczej cała moja dieta składałaby się z czekolady ;)

      Usuń
  7. Właśnie jako "fitblogerka" masz prawo do tego typu wyznań! najważniejsze jest to, że potrafisz analizować to, co jesz, przyznać się, że póki co może nie jest idealnie, ale chcesz i będziesz walczyć o to, żeby było jak najlepiej. życzę Ci dobrych efektów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak uważam wszystko przed Tobą:D

      Usuń
    2. Dzięki, dziewczyny! :) Mam nadzieję, że z czasem, zamiast przyznawać się do błędów, będę mogła pochwalić się osiągnięciami :)

      Usuń
  8. Białka w sumie nie jest aż tak mało. :) Co do słowa redukcja - jest ono chyba za bardzo nadużywane wśród nas. Po przeczytaniu książki ,,Spalaj tłuszcz, buduj mięśnie" bardziej rozróżniam je od zwykłego odchudzania. No redukcja po prostu powinna być przemyślana, tak, żeby nie tracić za dużo masy mięśniowej.
    Wracając do tematu : kiedyś non stop jadłam słodkie, stopniowo ograniczyłam, aż w końcu w ogóle nie jadłam. W czasie procesu masowania by podbudować mięśnie troszkę sobie na nie pozwalałam (niedużo, bo i nie jestem jakoś bardzo słodyczowa, a odkąd wcześniej przestałam je jeść nie ciągnęło mnie do nich non stop) i wracając na redukcję lekko ciężko było je znów wykluczyć (po prostu, miła świadomość tego, że mogę sobie i tak w razie wu chrupnąć) ale, ale zawzięłam się i z dnia na dzień zupełnie przestałam je jeść. Ważne jest to, żeby poukładać sobie w głowie. :) Obecnie do słodkości w ogóle mnie nie ciągnie. Po Wielkanocy, włączę możliwe cheat meale, bo wszystko jest dla ludzi. :)
    PS. do walki z odzwyczajeniem się od czegoś fajne są np. karteczki - tzn. przyklejanie malutkich w jakimś miejscu i odrywanie każdego dnia -> jeśli np. udało się przejść dzień, tak jak powinno.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mało, mało ^^ Kiedy starałam się jeść go więcej i faktycznie tego pilnowałam, od razu czułam poprawę na treningach. Sama również rozróżniam pojęcie redukcji od odchudzania, ale redukcja brzmi tak poważnie i profesjonalnie... A mi do profesjonalizmu bez wątpienia jeszcze daleko :)
      Właśnie z tymi słodyczami to jest tak dziwnie. Kiedy miałam zakład z moim chłopakiem dotyczący niejedzenia słodyczy, ich odstawienie poszło mi nadzwyczaj gładko. Teraz z kolei, kiedy wiem, że teoretycznie nic mi nie grozi, kiedy zjem coś słodkiego, nie mam oporów przed sięgnięciem po czekoladę, jeśli mam na nią ochotę. I sięgam po nią nawet mimo tego, że po cukrach prostych (co ostatnio przyuważyłam) nie czuję się najlepiej i boli mnie brzuch. Cóż, trzeba w końcu zebrać się w sobie, pomyśleć o zbliżającym się lecie i zacząć działać :) Albo założę się o coś sama ze sobą ^^

      Usuń
  9. Mnie ciężko się do tego odnieść. Opisałaś bardzo dużo aspektów tylko trochę za ogólnie, moim zdaniem, że Tobie coś poradzić.
    Po pierwsze; to że jesz mało białka to oczywiście źle, tylko dobrze by było, żebyś napisała, jakie białko jesz, chodzi mi w jakiej postaci jadasz to białko.
    Po drugie; mnie się wydaje, że 1700kcal to nie jest dużo. Ja przy siedzącym trybie życia z moimi paramentami mam CPM na poziomie ok. 1900kcal. Nie zauważyłam nic odnośnie ćwiczeń (jak często i dalsze info odnośnie Twojego trybu życia), bo wtedy CPM musi wzrosnąć. Twój organizm potrzebuje kalorii, żeby spełniał swoje ważne funkcje. I tutaj może jest rozwiązanie Twojego problemu ze słodyczami. Może (oczywiście gdybam) dostarczasz za mało kalorii a twój organizm się domaga i pierwsze co masz pod ręką to są słodycze. Inna sprawa, że zeszło z Ciebie całe napięcie związane z pracą inżynierską i .. tak się sprawy potoczyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, gdybym miała wszystko rozpisać ze szczegółami, post ten praktycznie mógłby nie mieć końca. Starałam się po prostu przedstawić mój problem. Niemniej jednak bardzo dziękuję za chęć pomocy :)
      Po krótkim przeanalizowaniu wiem, że najwięcej białka dostarczam sobie za pośrednictwem nabiału: jajka, mleko, twaróg czy jogurt. Zdecydowanie mniejsza ilość tego białka pochodzi z mięsa, nie wspominając chyba już nawet o białku roślinnym... Jeśli zaś chodzi o ilość kalorii, między innymi dlatego chcę na nowo policzyć moje zapotrzebowanie. Zebrane w poście dane są z okresu, kiedy raczej średnio pilnowałam diety, ponieważ chciałam zobaczyć, jak to u mnie wygląda normalnie, bez jakichkolwiek starań. No i zobaczyłam... Mam teraz nad czym pracować. Mam nadzieję, że niedługo będę miała się czym chwalić, zamiast spowiadać się z grzeszków.

      Usuń
    2. Oczywiście, że gdybyś pisała wszystko to byś wydała książkę, dlatego chciałam się odpytać szczegółów. Poczytałam o diecie redukcyjnej. Nie jest to nic specjalnego - tylko wprowadzona nowa nazwa do tego co każdy już i tak wcześniej wiedział. Ich idea jest z CPM odjęcie 200 kcal. Tylko podkreśla się, że jeśli jest to za dużo, to można odjąć mniej. Wydaje mi się, że przy ćwiczeniu chociaż raz dziennie 1700 kcal to bardzo mało i może to właśnie być powód, że masz za mało siły na treningach. Poza tym, w nowym artykule o swoich urodzinach bloga (btw. wszystkiego dobrego) piszesz, że jesteś przeziębiona. Może to być również wynik za małej konsumpcji kalorii (jak również tego, że ogólnie panuje grypa). jednak szybciej infekcje są chwytane przez ludzi słabiej odżywionych a u Ciebie mogła właśnie teraz nastać taka sytuacja.
      Co do słodyczy top sama napisałam dwa artykuły, gdzie podkreśliłam ich dobrą "moc", więc ja nie jestem do rozgrzeszania innych, bo sama tez grzeszę.

      Usuń
    3. Przez ostatnie dwa tygodnie z moimi treningami kiepsko bywa. A właściwie wcale nie trenowałam, w pierwszym tygodniu z powodu przeziębienia, w drugim z powodu rozpoczęcia nowego semestru i przyzwyczajania się do planu zajęć. Kiedy nie trenuję, jem mniej, co zauważyłam już jakiś czas temu. Skoro jednak przeziębienie może być wynikiem spożywania zbyt małej ilości kalorii, tym bardziej muszę tego pilnować - nie ma nic gorszego, niż ciągłe chodzenie chorym.
      Dziękuję za cenne rady :)

      Usuń
  10. ja na początku nie rozumiałam co to redukcja xD to mi się kojarzyło z prowadzeniem auta i redukowaniem biegów:) dlatego ja też wolę spalać tłuszczyk, którego niestety w ostatnich miesiącach trochę mi się nazbierało:(
    na makro się nie zam ale faktycznie ilość białka znikoma. może między innymi dlatego masz ochotę na słodkie?
    wierzę że uda ci się znowu pokonać słodycze:) albo inaczej- zapanować nad chęcią nadmiernego ich spożywania- o tak brzmi ładniej xD
    3mam mocno kciuki- za nas obie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie posiadam prawa jazdy, więc moje skojarzenia nie mogły pójść w podobnym kierunku ^^
      Nie dziękuję za trzymanie kciuków, żeby nie zapeszyć, natomiast sama również trzymam za nas kciuki i mam nadzieję, że uda nam się zapanować nad dietą :) A mi w szczególności nad słodyczami.

      Usuń
  11. Redukcja? Nigdy nie byłam na redukcji, ani na masie, ani na diecie. :D Jakoś nie potrzebowałam takiego nazewnictwa. Wiem, że trzeba jeść mniej i częściej. :)
    Słodycze są moją zmorą, od 6 dni nie sięgnęłam po kupne słodycze. Uraczyłam się dziś domowym murzynkiem, ale ciągnie mnie niesłychanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie przybij piątkę :) Niemniej jednak chcę popracować nad moim odżywianiem, ponieważ jak wiadomo, 70% sukcesu to dieta :) A ja już wiem, że nie ma z nią u mnie najlepiej.
      Jeśli chodzi o słodycze, to uznałam, że początek tygodnia będzie dobrym momentem na zaprzestanie ich jedzenia. Powrót na uczelnie, więcej zajęć, mniej nudy, więc powinnam o słodyczach nie myśleć i mam nadzieję, że nieco sobie od nich odpocznę ;)

      Usuń
  12. Ja zdaję się na wyczucie. W ubiegłym roku wygrałam dostęp do konta na platformie poświeconej gubieniu kilogramów (i tu dziura w pamięci, zupełnie nie pamietam, co to było) i szkolenie z odżywiania. Wchodziłam tam dosłownie może przez tydzień i miałam dość. To notowanie strasznie mnie denerwowało, zresztą w kalkulatorze kalorii brakowało wielu produktów i musiałam wpisywać cos na oko, co pasowało mniej wiecej. Zdecydowanie stawiam na intuicję. Jedzenie z kalkulatorem w ręku za bardzo mnie męczy, a może o to w tym chodzi? Tak się zmęczyć, żeby się jeść odechciało ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, cudowna puenta ^^ To ja muszę przyznać, że mnie to zapisywanie nie męczy, muszę tylko pamiętać, żeby to robić, ponieważ często wylatuje mi to z głowy. Może okazałoby się bardziej męczące, gdybym nie tylko zapisywała to, co zjadłam, ale dodatkowo jeszcze musiałabym poobliczać wszystko tak, żeby było dobrze. A to wciąż przede mną. Od jutra staram się na nowo ruszać z zapisywaniem oraz przede wszystkim nie jedzeniem słodyczy. Może dzień bez słodyczy uda się zrobić nawet dzisiaj, jak dobrze pójdzie :)

      Usuń
  13. Teraz mi dziwnie, bo białka to ja dziennie spożywam ze 2 razy więcej xD
    Na pewno sobie poradzisz i skomponujesz sobie makro i taki plan, który będzie Ci pasował :-) powodzenia, trzymam kciuki :-)
    a jeżeli mogę coś doradzić, to przy chęci na słodycze pomogła mi zawartość białka i tłuszczy w każdym posiłku :-) węglowodany nie są nam potrzebne do każdego posiłku, a ten sposób sprawił, że jestem dłużej syta i panuję nad podjadaniem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego uważam, że w mojej diecie jest zdecydowanie za mało białka ;) Racja, kiedy dostarczę właściwe składniki z odpowiednio skomponowanych posiłków, powinno przestać mnie ciągnąć do słodyczy. Chociaż problem też w tym, że chyba posiadam tak zwany żołądek deserowy, do którego zawsze zmieści się coś słodkiego, nawet gdybym była przejedzona ^^

      Usuń
  14. ehh ja to tez jestem taki slodyczoholik, ze masakra, probowalamjuz miliona sposobow, zeby wyzbyc si echeci na slodycze i nicc.. dalej moglabym zdjesc na raz cala tabliczke czekolady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi już raz udało się wytrwać 97 dni bez słodyczy, więc wiem, że potrafię. Teraz tylko kwestia tego, by ponownie się zmobilizować i zebrać się w sobie. Mam nadzieję, że rozpoczęcie nowego semestru pomoże mi rozprawić się z rozleniwieniem i wrócę do właściwego rytmu.

      Usuń
  15. U mnie najgorsze jest, że mam momenty kiedy nie mogę patrzeć na słodycze a później jadłabym tonami...ehh nie mogę pomóc, wesprzeć, ani tym bardziej doradzić. Sama borykam się z podobnymi problemami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że teoretycznie już raz sobie z tym poradziłam. Właśnie, teraz wychodzi na to, że faktycznie było to tylko i wyłącznie teoretyczne. Nie chciałabym jednak zaprzepaścić tego, co już do tej pory osiągnęłam. Najwyższa pora wziąć się w garść!

      Usuń
  16. Oj Kamilka, ja tam cały czas wierzę w Ciebie i trzymam kciuki za Twoje cele. To że zauważyłaś swoje błędy to już połowa sukcesu, teraz tylko wprowadzić w życie poprawki i będzie super!
    I skoro już jeden raz udało Ci się odstawić słodycze to drugie podejście to będzie tylko formalność, a jak ciałko przyzwyczai się do nowej dietki, to Ci ładnie za to podziękuje :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, ponoć dostrzec swoje błędy to podstawa :) Teraz tylko muszę jeszcze przyzwyczaić się do nowego planu na uczelni i zawsze zabierać ze sobą coś dobrego do jedzenia :) A jeśli chodzi o słodycze, to od niedzieli udaje mi się od nich powstrzymywać, co poniekąd jest tez małą zasługą kataru. Kiedy jestem przeziębiona, nie mam apetytu ^^

      Usuń
  17. Ja na odwrót mam problem,muszę przytyć, jeszcze po głupiej grypie bardziej schudłam. Myślę,że jem sporo,ale muszę zacząć zapisywać właśnie wszystko by wiedzieć czy moje myślenie ma pokrycie w faktach:) A Tobie powodzenia w walce ze słodyczami, ja bym chyba bez czekoladki rady nie dała:)
    https://sweetcruel.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może zupełnie nieświadomie robisz coś źle, tak jak ja. Myślałam, że jest nie najgorzej, wręcz dobrze, a tu proszę, okazało się, że moja dieta wygląda dokładnie tak, jak nie powinna.

      Usuń
  18. Zdecydowanie polecam wagi z Rossmanna, są całkiem takie i działają superancko ;D Wyprowadź średnią kaloryczną z zapisków z dziennika i zwróć uwagę czy przy takiej kaloryce chudniesz, tyjesz czy Twoja waga się nie zmienia. I od tego punktu wprowadzaj zmiany, to dużo skuteczniejsze niż kalkulatory ;) Powodzenia! ;))

    OdpowiedzUsuń
  19. Słodycze to moja największa słabosc ;/

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.